Król Maciuś Pierwszy – 34

Nie zdążył jeszcze Maciuś zjeść śniadania, kiedy już przyszedł dziennikarz:

— Chciałem pierwszy przynieść waszej królewskiej mości dzisiejszą gazetę. Myślę, że wasza królewska mość będzie zadowolony.

— A co tam jest nowego?

— Proszę przeczytać.

Na pierwszej stronicy był rysunek taki: Maciuś siedzi na tronie, a tu tysiące dzieci z bukietami klęczy przed tronem. Pod rysunkiem był wiersz, który Maciusia tak sławił, że nazywał go największym królem od stworzenia świata i największym reformatorem. Nazywał go synem słońca i bratem bogów.

Maciusiowi nie podobał się ani rysunek ani wiersz, ale nie chciał powiedzieć, bo widział, że dziennikarz taki jest dumny.

Na drugiej stronicy była fotografia Felka i artykuł: „pierwszy na święcie minister-dziecko”. I znów chwalono Felka, że taki mądry, dzielny, że jak Maciuś zwyciężył dorosłych królów, tak Felek zwycięży dorosłych ministrów.

— Dorośli nie umieją rządzić — było tam na pisane. — Bo oni latać nie umieją, ani im się nie chce. — Bo oni są starzy, i kości ich bolą.

I tak na całej stronicy.

I to się nie bardzo Maciusiowi podobało, bo poco się chwalić, kiedy jeszcze nie wiadomo, jak będzie. I na starych też nieładnie tak znów napadać. Od czasu, jak Maciuś naprawdę zaczął rządzić, żył z ministrami w zgodzie, chętnie słuchał ich rad i wiele się od nich nauczył.

Ale dalej w gazecie była najciekawsza wiadomość:

„Pożar królewskich lasów”.

— Największy las zagranicznego króla się pali — powiedział dziennikarz.

Maciuś kiwnął głową, że widzi, i bardzo uważnie czytał, jak to było napisane.

A no, robotnicy, którzy las rąbali, rzucili papierosa, i taki straszny pożar.

— To jednak dziwne — mówił dziennikarz — rozumiem, że w lecie suchy las może się zapalić; ale teraz, kiedy niedawno jeszcze śnieg leżał. I podobno jakiś huk był. Przecież jak las się pali, żadnych huków niema.

Maciuś kończył śniadanie i nic nie odpowiadał.

— Co o tym myśli wasza królewska mość? — pytał dziennikarz. — To jakiś podejrzany pożar.

Dziennikarz powiedział to jakimś cichym i bardzo przyjemnym głosem. I Maciuś sam nie wiedząc czemu, pomyślał:

— Trzeba być ostrożnym.

A dziennikarz zapalił papierosa i zaczął znów o czym innym:

— Wczoraj podobno skazany został na miesięczny areszt sekretarz stanu? — Nie dałem o tym wiadomości do naszej gazety, bo dzieci mało obchodzi, co się dzieje z dorosłymi. Gdyby w ich ministerstwie były jakieś nieporządki, to co innego. Wasza królewska mość nie wie wcale, jaki szczęśliwy był wybór Felka na ministra. Wojsko cieszy się, że syn plutonowego został ministrem. — Gazeciarze znają Felka, bo Felek jeszcze przed wojną sprzedawał czasem gazety. No i wszystkie dzieci się cieszą. A za co też biedny sekretarz stanu dostał się do kozy?

— Za nieporządki w kancelarii — odpowiedział Maciuś wymijająco; bo rzecz dziwna, przyszło mu nagle na myśl, że dziennikarz jest szpiegiem.

Kiedy już sobie poszedł, Maciuś długo jeszcze o nim myślał:

— Ee, zdaje mi się. Jestem śpiący, tyle się przez tych parę dni nasłuchałem o szpiegach, że gotów jestem teraz każdego podejrzewać.

I Maciuś zapomniał o tym, bo przed wizytą królów strasznie miał dużo do roboty.

Narady z mistrzem ceremonii trwały bez końca. Na gwałt odnawiano letni pałac w parku dla czarnych królów. Osobno zbudowano nieduży pałacyk na wypadek przyjazdu jakiego żółtego króla. Biali królowie mieszkać będą w pałacu Maciusia.

Nadchodziły klatki z dzikimi zwierzętami. Spieszono, aby ogród zoologiczny był na czas gotów.

Tu znów domy dla dzieci, tu budowa dwóch ogromnych domów na parlamenty.

Zaczęły się wybory na posłów w całym kraju. Do sejmu małego czy dziecinnego, jak go nazywano, postanowiono wybierać posłów nie młodszych, niż lat dziesięć i nie starszych, niż lat piętnaście. Młodsze klasy w każdej szkole wybierały posła i starsze klasy też jednego posła. Było wiele zamieszania, bo okazało się, że szkół jest dużo, i wszyscy posłowie nie zmieszczą się w jednej sali. Nadchodziło teraz tyle listów, że Maciuś długie godziny spędzał w swoim gabinecie. Listy były ważne, z różnymi pytaniami:

Czy można wybierać dziewczynki na posłów? Rozumie się, że można.

Czy można wybierać posłów, którzy jeszcze nie bardzo dobrze piszą?

Gdzie mieszkać będą posłowie, którzy przyjadą ze wsi i z różnych miast?

Czy ma być otwarta dla posłów szkoła, żeby się mogli uczyć i nie tracili roku, jak będą w stolicy na naradach?

Sekretarzowi stanu zamieniono kozę na areszt domowy, to znaczy, że siedział w domu, nie wolno mu było przez miesiąc wychodzić na spacer; tylko przyjeżdżał do Maciusia do kancelarii, bo bez niego Maciuś nie dałby sobie rady.

Mistrz ceremonii układał porządek uroczystości: jakie mają być i gdzie ustawione tryumfalne bramy dla zagranicznych królów, na jakich ulicach ma grać orkiestra, jakie sprowadzić kwiaty. Trzeba było dokupić talerze, noże i widelce. Trzeba było kupić więcej samochodów. A jak królowie będą siedzieli w teatrze i przy obiedzie? Żeby ważni królowie mieli lepsze miejsca, żeby nie posadzić obok siebie królów, którzy się nie bardzo lubią. Sprowadzano wina, owoce, kwiaty z ciepłych krajów. Malowano domy, które były brudne. Poprawiano bruki na ulicach. Maciuś nie spał, nie jadł, tylko pracował.

— Przyszedł do waszej królewskiej mości budowniczy.

— Ogrodnik pragnie się rozmówić z waszą królewską mością.

— Przyszedł minister spraw zagranicznych.

— Przyjechał ambasador żółtego króla.

— Jakichś dwóch panów pragną się widzieć z waszą królewską mością.

— Czegóż oni chcą? — zapytał się zniecierpliwiony już Maciuś, którego trzeci raz odwoływano od obiadu.

— Chcą pomówić o fajerwerkach.

Maciuś zły i głodny idzie do swego gabinetu, bo teraz mało przyjmował Maciuś w sali tronowej. Nie było czasu na ceremonie.

— Czego panowie chcecie? Tylko proszę mówić krótko, bo nie mam czasu.

— Słyszeliśmy, że mają przyjechać dzicy królowie, więc trzeba im pokazać coś takiego, co im się spodoba. Ogród zoologiczny ich nie zajmie, bo dość widzieli u siebie dzikich zwierząt. Na teatrze też się nie znają…

— No dobrze, dobrze — domyślił się Maciuś — więc chcecie urządzić fajerwerki.

— Tak jest.

Na wszystkich rządowych domach ustawią rakiety. W królewskim parku zbudują wysoką wieżę. Dalej: młyn. I taki niby wodospad. I wieczorem wszystko to się zapali. Z górnej części wieży będą szły w górę rakiety z czerwonych ogni, a spadać będą zielone i niebieskie kule — niżej kręcić się będą młynki z zielonych i czerwonych iskier. W ogniu zakwitać będą różnokolorowe kwiaty. A wodospad płynąć będzie ognistym deszczem.

— Oto rysunki. Niech wasza królewska mość zechce obejrzeć.

Rysunków, jak to będzie wyglądało — przynieśli ci pirotechnicy, sto dwadzieścia. Maciuś ogląda, a obiad tymczasem stygnie.

— A ile to będzie kosztowało? — pyta się Maciuś przezornie.

Bo na ostatnim posiedzeniu znów mówił minister finansów o potrzebie nowej pożyczki.

— Jakże to? — dziwił się Maciuś — przecież mieliśmy tyle złota.

— Tak jest, ale reformy waszej królewskiej mości strasznie drogo kosztują.

I zaczęło się wyliczanie, ile kosztuje budowa domów dla dzieci, ile dwa ogromne gmachy parlamentów, ile kosztuje miesięcznie czekolada, ile lalki i łyżwy.

— Jeżeli starczy nam pieniędzy na przyjęcie zagranicznych gości, to będzie bardzo szczęśliwie.

— A może nie starczyć? — przestraszył się nie na żarty Maciuś.

— To nic strasznego. Można będzie zebrać nowe podatki. Teraz wszyscy dobrze zarabiają, to mogą część pieniędzy oddać rządowi.

— Ach — westchnął Maciuś — gdybyśmy mieli własny port i własne okręty, toby nam Bum-Drum przysłał złota, ile byśmy tylko zechcieli.

— Jest na to sposób — wtrącił się minister wojny. — Nie trzeba żałować pieniędzy na armaty, na karabiny, na fortece, toby się i port znalazł. Tak, armaty są ważniejsze od czekolady i lalek.

Maciuś się zaczerwienił. Tak, to prawda, parę nowych fortec bardzo by się przydało. Minister wojny zawsze na posiedzeniach tłumaczył, że powinien dostać dla wojska część złota Bum-Druma. Ale Maciuś tak był zajęty innymi sprawami, że ciągle kazał mu trochę poczekać.

Z ciężkim sercem zgodził się Maciuś na fajerwerki.

— To trudno. Już później będzie się oszczędzało. A teraz trzeba przecież coś ciekawego pokazać i czarnym królom.

A kiedy późną nocą leżał Maciuś w łóżku, to myślał sobie:

— Może źle zrobiłem, że nie kazałem szpiegowi wysadzić w powietrze i fortecy. Zawsze miałby o jedną fortecę mniej. Jeżeli chce wojny, to niechby była wojna. Ale teraz Maciuś nie byłby już głupi; powiedziałby: zwyciężyłem ciebie, więc musisz mi dać jeden port i dziesięć okrętów.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

Autorstwo: Janusz Korczak (CC0)
Zdjęcie: Victoria_Borodinova (CC0)
Utwór z domeny publicznej

Ocena wpisu
  Liczba głosów: 0   Średnia ocena: 0
UWAGA! Jakiś film nie działa? Zgłoś to w komentarzu a postaram się szybko naprawić!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.