Figle średniowiecznych artystów

Na marginesach średniowiecznych ważnych ksiąg i w zakątkach monumentalnych świątyń kryją się… osobliwości. Pokazują one, że żart i humor był w tej epoce na porządku dziennym.

Jest jeszcze jeden rodzaj humoru, całkowicie zaskakujący, który wyjątkowo upodobali sobie średniowieczni artyści, zwłaszcza w dojrzałym i późnym średniowieczu. Widoczne jest, że z każdym kolejnym stuleciem ośmielali się oni coraz bardziej w swojej twórczości. Mowa o niewinnych (a czasem nie takich całkiem niewinnych) żartach, którzy twórcy płatali przy okazji tworzenia dużych przedsięwzięć artystycznych. Zwykle są one niewidoczne na pierwszy rzut oka. Kiedy jednak podziwiamy średniowieczne katedry lub piękne iluminacje manuskryptów, warto przyjrzeć im się bliżej.

Od czasu do czasu w sztuce sakralnej zostają ukryte zupełnie niepoważne treści. Trudno im przypisać inną funkcję poza czysto rozrywkową. Są to najwyraźniej żarty, na które pozwalają sobie artyści względem tych, którzy kiedyś podziwiać będą ich dzieła. Coś w rodzaju puszczenia oka do widowni.

W przypadku pierwszych psałterzy utrzymywano, że powstawały według instrukcji aniołów, miały być idealne. Z czasem podejście ludzi do rzemiosła, także w sferze sakralnej, znacznie się rozluźniło. W XIV w. iluminowane manuskrypty pełne są już niedoskonałości, i to zupełnie celowych. To podkreśla ich materialne pochodzenie.

Te żarty polegają na wprowadzaniu do kompozycji postaci, które zdają się do niej zupełnie nie pasować. Istnieje swoista interakcja pomiędzy poszczególnymi postaciami figuralnymi i obiektem, do którego dekoracji należą. Ich działanie pokazuje jednak niesubordynację i bunt wobec narzuconej im roli. Objawia się to często w sztuce średniowiecznej, tak iluminatorskiej, jak i rzeźbiarskiej, począwszy już od sztuki romańskiej. W przypadku rzeźby mogą to być postacie umieszczone w spornikach lub innym dekoracyjnym elemencie rzeźbiarskim, która zdaje się natrząsać z wiernego wchodzącego do świątyni. W rękopisach są to np. istoty, które zdają się przesuwać tekst lub psuć kompozycję.

W “Godzinkach z Maastricht” na marginesie jednej ze stronic przedstawiona jest niewielka postać odwrócona tyłem do czytelnika, gdyż jest zaczytana w tekście, która wszak jest tylko dekoracją. Może to stanowić pewne przesłanie iluminatora, który być może chce powiedzieć, że w całym rękopisie, mimo całego bogactwa dekoracji marginalnej to tekst modlitwy jest najciekawszy i najważniejszy. Tego typu przedstawienia posiadają zatem nie tylko wymowę komiczną. Podkreślają jednocześnie swoją niższość względem tekstu, który w modlitewnikach pozostaje najważniejszym komponentem.

Tego typu istoty sprawiają wrażenie nieposłusznych woli artysty-dekoratora. Burzą porządek systemu dekoracyjnego, starając się ingerować. Wyłaniają się spoza elementów dekoracyjnych bądź poprawiają fragmenty tekstu rękopisu. Ten rodzaj komizmu opiera się na pewnej przewrotnej relacji między pojedynczym komponentem dekoracji, a resztą kompozycji. Cechą wspólną dla takich przedstawień komicznych, która łączy zarówno ekspresję rzeźbiarką, jak i malarską, jest umiejscowienie ich na peryferiach danego dzieła (budowli bądź rękopisu). W przypadku rzeźby zazwyczaj były to drobne detale umieszczane w mniej eksponowanych bądź trudniej dostępnych miejscach. W przypadku rękopisów były to marginesy. Tu ta relacja mogła występować między marginaliami a tekstem, między marginaliami oddziałującymi na siebie wzajemnie, a także między marginaliami a postaciami zamieszkującymi inicjały.

Mieszkańcy inicjałów, które wszak stanowią integralną cześć tekstów modlitw, bronią zatem tekstu atakowanego przez zdeformowane, niższe formy życia zamieszkujące peryferia rękopisów, których ataki przeprowadzane są w pewnym sensie „z zewnątrz”. Najczęściej bowiem widzimy konflikt między postaciami umieszczonymi w inicjałach, a istotami zajmującymi przestrzeń marginesów. Postacie w inicjałach to najczęściej szlachetni rycerze bądź nadobne niewiasty, które atakowane są przez rozmaite bestie i hybrydy zamieszkujące marginesy. Niewiasty ukazywane w inicjałach często obserwują z zaciekawieniem, co dzieje się w strefie marginesów, bądź odpędzają rozmaite stwory kijem lub wrzecionem. Rycerze zaś bronią inicjałów w pełnym rynsztunku. Jedno z takich przedstawień pokazuje walkę dwóch wojowników, z których jeden jest rycerzem w pełnym tego słowa znaczeniu, drugi zaś hybrydą (pół–bestią, pół–rycerzem). Rycerz występujący w inicjale stanowi część tekstu psalmu, a przedstawiony jest w momencie dobywania broni, w chwili, gdy hybryda zamachuje się na niego w pozycji atakującej.

Innym przykładem żartu zastosowanego przez iluminatora jest dekoracja jednej ze stronic mszału, którego iluminacją trudnił się Petrus de Raimbeaucourt. W części bas-de-page, czyli pod tekstem, ukazał zastanawiającą ilustrację, która stanowi swoistą grę między skrybą a iluminatorem. Ów mszał został zamówiony przez opata Johannesa de Marcello z kościoła św. Jana w Amiens u skryby Garnieri di Moriolo. W tym wypadku skryba był mnichem, zaś iluminator osobą świecką. Siedem wersów wyżej wypisane jest słowo culpa (grzech), które zostało podzielone na pół przez przeniesienie do dolnego wersu, przez co wers kończy się słowami „liber est a cul” (czyli „książka jest do dupy”).

Iluminator uznał, że zilustruje ten zabawny zbieg okoliczności, przedstawiając rozhulane małpy natrząsające się ze skryby, który usilnie stara się skupić na swojej pracy. Jedna wprost pokazuje mu, do czego nadaje się jego książka.

W przypadku rzeźby, zazwyczaj chodziło o drobne detale, umieszczane w mniej eksponowanych bądź trudniej dostępnych miejscach. Żarty rzeźbiarskie bywają doprawdy zdumiewające, jak chociażby niepozorna archiwolta romańskiego kościoła we francuskim mieście Conques, która ozdabia wejście do świątyni (patrz zdjęcie niżej). Wydaje się ona niemal gładka, ale jeśli przyjrzymy się jej bliżej, widzimy niewielkie postacie, które wyglądają zza listwy z zaciekawieniem.

Inne postacie w ogóle zdają się żyć swoim życiem, zupełnie nie zważając na obserwujących je ludzi, a już na pewno nie na świętość miejsca, którego są częścią. W angielskiej katedrze w Wells możemy podziwiać pięknie rzeźbione pilastry. Jeśli przyjrzymy się bliżej, między dekoracyjnymi liśćmi akantu zobaczymy niewielką postać, która jak gdyby nigdy nic wyciąga sobie drzazgę ze stopy.

Prawdziwe pole do popisu dawały jednak rzeźbiarzom dopiero rzygacze, czyli dekoracyjne, ozdobne, wystające poza lico muru zakończenie rynny dachowej, z którego woda deszczowa ma swobodny odpływ. Często przybierały one iście obsceniczne formy potworów bądź nieokrzesanych prostaków, często nagich, którzy „wypluwali” ową deszczówkę wprost na głowy przechodniów bądź „wydalili” drugą stroną. Niejedna średniowieczna świątynia skrywa taką defekującą istotę. Przykładem może być kościół św. Jakuba w Brnie, gdzie tuż nad wejściem umiejscowiona jest postać w jednoznacznej pozycji. Widać, że ma niecne zamiary wobec każdego, kto będzie chciał przekroczyć próg.

Nie inaczej było ze snycerką. Drewniane dekoracje stalli modlitewnych – ław, w których zasiadali dostojnicy kościelni – dawały duże pole do popisu. Wiele z nich tuż pod siedzeniami miało umieszczone dekoracyjne panele, które bynajmniej nie miały nic wspólnego ze sztuką sakralną. Pełno tam żartów i sprośności.

Autorstwo: Aleksandra Niedźwiedź
Źródło: Histmag.org
Licencja: CC BY-SA 3.0

Ocena wpisu
  Liczba głosów: 0   Średnia ocena: 0
UWAGA! Jakiś film nie działa? Zgłoś to w komentarzu a postaram się szybko naprawić!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.