Chochliki

Żył sobie kiedyś dobry i uczciwy chłop, któremu w życiu się nie wiodło. Ciężko pracował na kawałek chleba od rana do wieczora, a mimo to nie potrafił nakarmić do syta swych dzieci. Co zebrał zboże, to pożerała je pleśń. Krowy mleka dawać nie chciały, a gdy kwiaty w ogrodzie nadawały się do sprzedaży, zwierzęta uciekały z obory i wszystko tratowały. Kiedy na chwilę się uspokajało i gospodarz cieszył się, że odbija się od dna, nagle spadało na niego jakieś nieszczęście. I tak od wielu lat. Rok po roku. Ale pogodny był i nie załamywał się. Być może dlatego, że podtrzymywały go na duchu dzieci, które radośnie tańczyły, gdy grywał im na skrzypkach.

Pewnej niedzieli, gdy po pracowitym tygodniu zagrał dzieciom, a te puściły się w tan, wyskoczyły niespodziewanie spod podłogi jakieś małe ludziki i zaczęły tańczyć razem z nimi. Zdumiał się biedak i przeraził, gdy rozpoznał w nich psotne chochliki! Wiedział już, dlaczego nic mu nie wychodziło i ciągle się psuło. Przestał grać, a chochliki skryły się w szparze pod piecem.

Chłop nie dał po sobie poznać, że wie z kim ma do czynienia i wesoło zapytał:

– Kim jesteście?

– Jesteśmy dobrymi skrzatami – skłamały chochliki.

– Nie za ciasno wam tam, w tej szparze? – zapytał chłop.

– Nie! – odpowiedziały z dumą chochliki i dodały – Potrafimy zmieścić się wszędzie, gdzie zechcemy.

– Eee, nie wierzę! – odparł biedak i wyjął z szuflady krowi róg – Do tego rogu na pewno się nie zmieścicie!

– Połóż go na podłodze, to sam się przekonasz!

Tak też uczynił, a wszystkie chochliki wskoczyły do środka i zawołały:

– Gotowe! Już w nim jesteśmy!

Na to tylko czekał sprytny chłopina. Od razu, w mig go zakorkował i wszystkie chochliki zostały uwięzione.

– Wypuść nas! – zapiszczały błagalnie, ale nadaremno.

Biedak zaniósł róg do starego, porzuconego młyna i przywalił go ciężkim, młyńskim kołem służącym niegdyś do mielenia ziarna.

Od tamtej pory w życiu chłopa wszystko zmieniło się na lepsze. Szybko stał się najbogatszym gospodarzem w okolicy i wielu sąsiadów mu zazdrościło. A najbardziej pewien bogacz, który dotąd był najbogatszym chłopem we wsi. Nie mógł ścierpieć, że komuś powodzi się lepiej niż jemu. Pragnął dowiedzieć się, dlaczego tak się stało.

Poszedł więc do chłopa w odwiedziny. Udając przyjaciela dowiedział się wszystkiego o chochlikach, a nawet tego, gdzie zostały uwięzione.

Zawistnik udał się nazajutrz do starego młyna. Z wielkim trudem odwalił kamień młyński i odkorkował krowi róg. Nawet sekunda nie upłynęła, gdy wyskoczyła z niego cała chmara psotnych chochlików.

– Uwolniłem was, abyście mogły wrócić do swego gospodarza. Bardzo się za wami stęsknił.

Ale chochliki zadrżały ze strachu i zapiszczały:

– Oj, to zły człowiek! Mało co nas nie zabił! Nie chcemy już mieć z nim nic do czynienia, bo gotów znowu zrobić nam krzywdę! Ale z ciebie bardzo poczciwy i dobry człowiek. Uwolniłeś nas, więc z wielką chęcią zamieszkamy u ciebie!

– Nie, nie, nie! – zawołał bogacz, ale zrobić już nic nie mógł.

Chochliki przyczepiły się do niego, jak rzep do psiego ogona i razem z nim trafiły do jego chaty. Pochowały się w szparach między deskami w podłodze i nigdy więcej ich nie ujrzał. Mógł za to ujrzeć skutki ich psot i złośliwych figli. Przez jakiś czas próbował wywabić je ze szpar, aby uwięzić, ale chochliki drugi raz na ten sam podstęp nabrać się nie chciały. Po kilku tygodniach zawistny bogacz stał się największym biedakiem w okolicy, a po kilku kolejnych – w całym kraju.

Autorstwo: Michał Antosiewicz
Na podstawie bajki ukraińskiej
Ilustracja: Agnieszka Wnuk
Źródło: WolneMedia.net

Ocena wpisu
  Liczba głosów: 0   Średnia ocena: 0
UWAGA! Jakiś film nie działa? Zgłoś to w komentarzu a postaram się szybko naprawić!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.